niedziela, 10 listopada 2013

5. The quiet scares me 'cause it screams the truth

 
 
"Aahh, the sun is blinding
I stayed up again
Oohh, I am finding
That's not the way I want my story to end"
                                                          
                                                                         
 ***
 
Mia obudziła się rano z potwornym bólem głowy, który zdawał się rozsadzać jej czaszkę od wewnątrz. Ostrożnie stawiając kroki udała się w stronę kuchni, aby napić się lodowatej wody. W takich sytuacjach tylko ona przynosiła  ukojenie jej skołatanym nerwom. Stanęła przed lustrem, uważnie przypatrując się swoim rozczochranym włosom i resztkom, niezmytego wieczorem makijażu.
- I gdzież jest pani wczorajszy partner?- prychnęła sama do siebie. Och, noc była bardzo udana. Trzeba przyznać, że Joseph Hinsman należał do sprawnych mężczyzn. Engel miała tylko nadzieję, że jej starania nie poszły na marne i adwokat zdecyduje się pomóc Thomasowi.
Albo okaże się zwykłym dupkiem- przebrnęło jej szybko przez myśli, lecz odpędziła je od razu od siebie.
Zapach mocnej, parzonej kawy uderzył ją intensywnie w nozdrza, odpędzając resztki snu. Przecierając jeszcze dłonią oczy, zaczęła czytać artykuł na internetowym serwisie informacyjnym.
„Turniej Czterech Skoczni już za tydzień! Zawody w cieniu morderstwa”.
Prychnęła pogardliwie, widząc wielki nagłówek. Oczywiście, że turniej odbędzie się bez zakłóceń, oczywiście, że nikt nie przejmował się ani Thomasem, ani może niezbyt lubianym, ale jednak nie żyjącym Hofferem i jego rodziną.
Cała skoczna karuzela kręciła się dalej, nie zatrzymując się nawet na chwilę. Mia nie mogąc się powstrzymać spojrzała na podany skład Austriaków. Gdzieś w podświadomości miała absurdalną nadzieję, że wśród nazwisk zobaczy to Thomasa. Bez sensu, prawda? Przejechała wzrokiem po sylwetkach skoczków, by chwilę potem zatrzymując się przy jednym z nich niemal zamrzeć ze zdziwienia. I strachu, który nie wiedzieć czemu pojawił się gdzieś głęboko w niej.
Mario Innauer - Wielki powrót do kadry.
 
***
Andreas nie potrafił racjonalnie wytłumaczyć strachu, który towarzyszył mu już od poranka. Właściwie to dzień zapowiadał się pechowo. Począwszy od zacięcia się przy goleniu, rozbicia ulubionego kubka i zgubienia kluczyków do samochodu, kończąc na…
-Pointner!- wrzasnął Kofler jak zraniony zwierz, gdy jego futrzasty kot załatwił swoją potrzebę fizjologiczną na nowych butach. – Niech cię szlag jasny trafi, sierściuchu- mamrotał złowieszczo skoczek, wycierając obuwie rąbkiem swetra.
Kocur najwyraźniej nie przejął się obelgą, bo mrucząc z zadowolenia usadowił się na dywanie i wbił swój wzrok w człowieka.
„ Kup sobie kota, Andi, to takie miłe stworzenie”- przypomniał sobie ironiczną wypowiedź Mii, gdy przed kilkoma miesiącami poskarżył się jej na samotność. Że też tak bezmyślnie jej posłuchał!
Już cieszył się, że sytuacja kryzysowa została zażegnana, gdy w mieszkaniu rozbrzmiał dzwonek jego komórki.
- Halo!- wrzasnął do słuchawki, jednocześnie przeganiając spod nóg Pointnera, spragnionego zabaw.
- Potrzebuję twojej pomocy- usłyszał głos Mii.
Mógł przysiąc, że zapewne w tym momencie uśmiechała się ona przebiegle i nawijała na palec kosmyk włosów.
- Czemu mnie to nie dziwi?
- Nie mam pojęcia.
- Jadę na trening, nie mam czasu.
- Dobrze się składa. W takim razie będę czekać koło skoczni- wtrąciła się w jego wypowiedź,  a zaraz po tym rozłączyła.
Kofler westchnął podrażniony. Zarzucił torbę treningową na ramię i głaskając zwierzaka rzekł:
- Nie daj się omotać kobiecie, stary. To zawsze źle się kończy.
I chyba nawet nie zdawał sobie sprawy, jak wielką słuszność miały jego słowa. Choć nawet nie tyczyły się jego samego.
***
Skocznia Bergiseel, górująca nad miastem od zawsze kojarzyła się jej ze szczęściem. Bo uświadomiła sobie, że tylko tu czuła się bezpiecznie, tutaj przeżywała swoje najradośniejsze chwile.
I jeśli musiała przyznać, to była uzależniona od skocznego światka i tego wszystkiego, co mu towarzyszyło.
- Dawno cię tu nie było- Alexander Pointner stanął obok niej, opierając się o maskę swojego samochodu. Szpanerskiego samochodu- jak zdążyła już zauważyć Mia.
- Dużo się zmieniło przez ten czas- popatrzyła mu prosto w oczy. Spuścił wzrok na ziemię, wyraźnie zawstydzony. – Hoffer nie żyje, Thomas jest w więzieniu. A ty jak widać zawsze perfekcyjny- ścisnęła mocno rękę mężczyzny i lodowatym tonem dodała:
- Szybko skompletowałeś nową kadrę. Innauer?
-  Wrócił do skakania, jest w dobrej formie. Nie mogłem czekać w nieskończoność na Thomasa. Mia, pogódź się z tym. Nie cofniesz czasu, wszyscy musimy odnaleźć się w nowej rzeczywistości.
Zaśmiała się ironicznie. Mario w dobrej formie? Nie osiągnął jej przez tyle lat skakania, a teraz po tak długiej przerwie miałoby się mu to udać?
Pokraka zawsze zostanie pokraką- przypomniały się jej słowa Thomasa, które wykrzyczał Innauerowi w twarz podczas kłótni. Może to złośliwe, ale zgadzała się z nimi całkowicie.
- A jeśli ja nie potrafię? Jeśli nie potrafię tak, jak ty, skreślić człowieka tylko na podstawie bezpodstawnych oskarżeń?
- Powinnaś się nauczyć. Niektórych spraw nie można odkręcić.
Prychnęła zirytowana i ruszyła w stronę wejścia, byle jak najszybciej oddalić się od Pointnera. Idąc nie patrzyła przed siebie, zamyślona nad znaczeniem słów austriackiego trenera.
- Ała!- usłyszała piskliwy wrzask, a zaraz potem jej oczom ukazał się Haybock, niosący na plecach narty.
- Przepraszam- wymamrotała szybko, podnosząc z ziemi czapkę chłopaka- Proszę- wręczyła mu ją do ręki.
Popatrzył na nią spod przymrużonych powiek i powiedział:
- Ach, to ty. Nie poznałem cię!
Uśmiechnęła się nieznacznie i zmierzwiła dłonią jego blond włosy. Miała sentyment do tego chłopaczka. Był na swój sposób urokliwy, za kilka lat mógł stać się łamaczem kobiecych serc.
- Co tam u ciebie, Michi?
Przystanęła obok Austriaka, jednocześnie obserwując, czy Andreas już nie przyjechał. Jak zawsze się spóźniał!
- Nic nowego. Po za tym, że… no, wiesz…
Westchnęła cicho, doskonale domyślając się o co chodzi. Chłopak przestąpił nerwowo z nogi na nogę, mocniej ściskając narty.
- Nie martw się – szturchnęła go lekko w bok, po czym dodała:- Prawda prędzej czy później i tak wychodzi na jaw-  a potem  machając mu dłonią, odeszła w drugą stronę.
- I właśnie tego się obawiam.
Nie mogła już usłyszeć, kto wypowiedział te słowa, przepełnione strachem. Nie mogła zauważyć szczupłej sylwetki.
Bo gdyby tak było, z pewnością rozpoznałaby tę osobę niemal od razu.
***

Wybaczcie to małe opóźnienie. Blogspot wyraźnie ma jakieś problemy z moimi postami, bo nie chciał ich opublikować. Złośliwe stworzenie.
Od tego rozdziału wszystko zacznie się powoli wyjaśniać, ale jeśli mogę Wam udzielić rady: nie snujcie pochopnie żadnych wniosków.
Pozdrawiam :)