czwartek, 14 listopada 2013

6. I have loved you all along



"On my knees, I’ll ask
Last chance for one last dance
‘Cause with you, I’d withstand
All of hell to hold your hand
I’d give it all
I’d give for us
Give anything but I won’t give up"
 
***
 
- Po co wróciłeś?
Spojrzał na nią przenikliwym wzrokiem, od którego przeszły ją nieprzyjemne dreszcze. Nie mogła pojąć, jak mógł tak bardzo się zmienić, jak mógł stać się takim bezdusznym dupkiem. W pełnym tego słowa znaczeniu. Gdzie podział się ten Mario, dla którego wyjechała z Austrii, dla którego zostawiła wszystko i narażała swoje życie?
Miała ochotę zatrzasnąć mu drzwi przed nosem. Coś jednak sprawiło, że wpuściła go do mieszkania. Obawiała się, że może tego gorzko pożałować. Zresztą już żałowała, że w ogóle go poznała, że wtedy dała się namówić na wyjazd. Wówczas wydawał się on bramą do raju.
Czasem los szybko pozbawia nas złudzeń.
- Tylko tyle masz mi do powiedzenia? Nawet się ze mną nie przywitasz?- przejechał jakby od niechcenia dłonią po jej rozgrzanym od emocji policzku, powodując, że odsunęła się od niego z obrzydzeniem. Jego dotyk przyprawiał ją o mdłości, najchętniej wyrzuciłaby go ze swoich wspomnień, życia. Wyrzuciłaby wszystko, co sprawiało, że dalej o nim pamiętała.
- Ty chyba kpisz. Po tym wszystkim oczekujesz, że rzucę ci się w ramiona i zapewnię o swojej tęsknocie?- spojrzała w jego wyraźnie zdziwione oczy, po czym odwracając twarz w drugą stronę dodała: - Jesteś większym idiotą, niż myślałam.
Westchnął cicho, jakby ta obelga nie zrobiła na nim żadnego wrażenie. Przecież nigdy nie liczył się z jej zdaniem, uważał ją za swoją własność, wymagał od niej całkowitego oddania. A w zamian? Mia po pewnym czasie uświadomiła sobie, że w zamian nie dostała nic, prócz seksu, który trzeba przyznać- był udany.
- Pomógłbym ci wtedy. Chciałem cię stamtąd wyciągnąć- wychrypiał szybko, jakby bojąc się, że mu przerwie.
Zachichotała szyderczo. Zakręciło się jej w głowie od jego widoku, od wspomnień, które zalewały ją teraz nieustającą falą.
- Za 10, 15, czy może za 20 lat? Nigdy nie doczekałabym się twojej pomocy, sam dobrze wiesz. Miałeś ważniejsze sprawy, niż twoja własna narzeczona w więzieniu. Gdyby nie Tho...
- Zamknij się! - warknął nagle, wyraźnie rozzłoszczony i chwycił ją mocno za nadgarstki- Po cholerę wtrącał się w nie swoje sprawy? Nie skończyło się to dla niego dobrze- dodał, pogardliwie się uśmiechając.
Gdy w końcu ją puścił, Mia ze zwinnością wygięła mu prawą rękę, przyciskając ją z całej siły do pleców. Niektóre umiejętności z przeszłości bywały przydatne, zwłaszcza w takich sytuacjach. Bo teraz pałała wobec Mario chęcią krwawego mordu. Może to chore, ale chciała, żeby umarł. Najlepiej w męczarniach. Za to wszystko, co zrobił. Za to, że przez niego 3 lata temu Thomas o mało nie zginał, po tym jak nasłał na niego swoich współpracowników.
- Puszczaj- wysapał ciężko, z trudem łapiąc powietrze. Po twarzy spływały mu pojedyncze krople potu. Wiedziała, że ból, który teraz odczuwa jest nie do zniesienia, że za chwilę kończyna mu zdrętwieje, powodując jeszcze większe cierpienie. Mimo tego, nie poluźniła uścisku.
- Jeśli masz coś wspólnego z tym, co teraz się dzieje, jeśli znowu próbujesz zniszczyć życie Thomasowi, to zabiję cię, rozumiesz?- ścisnęła mocniej ramię mężczyzny, a ten szybko pokiwał twierdząco głową. - Nawet, jeśli miałabym spędzić resztę życia za kratkami. Zabiję, cię jak nic niewartego szczura.
Popchnęła go z całej siły na ścianę, a potem szeroko otworzyła drzwi. Wybiegł, nawet się nie oglądając.
- Niczego nie muszę próbować. I tak już jest skończony!- krzyknął jeszcze, zanim wyraźnie z siebie zadowolony zszedł po schodach.
***

Kilka miesięcy wcześniej...
- Rezygnuję.
Wstał słysząc jej słowa. Zdziwiły go, bo mrugnął parę razy powiekami, po czym podszedł do niej i chwytając ją za lewy bark wysyczał:
- Nie tak się umawialiśmy, pamiętasz?
Odepchnęła jego dłoń i ignorując jego nienawistne spojrzenie, usiadła na krześle, krzyżując nogi.
- To wszystko jest chore, ten plan jest chory- wyszeptała . Zerknęła ukradkiem, czy nikt obok niej nie stoi i dodała: - Ty jesteś chory. Co on ci takiego zrobił?
Uderzył pięścią w stół, podszedł do niej i krzyknął:
- To nie twoja sprawa! Miałaś tylko wsypać mu modafinil ! Czy to tak wiele? Czy to cię przerasta?!
Wyjął z szafki dużą kopertę i otwarł ją z zamachem.
- Chcesz więcej pieniędzy? Masz!
Pokiwała przecząco głową.
- Ciesz się, że nikomu o tym nie powiedziałam.
Wybiegła z wielkiego domu z bijącym sercem. Bała się, że dowie się całej prawdy. Przecież wyznała wszystko Thomasowi, przyznała się do tego, co chciała zrobić.
I... pokochała go.
Tylko czuła, że to wszystko nie mogło się dobrze skończyć. I miała rację. Za dużo osób było wmieszane w tę sprawę, która w połączeniu z innymi niespodziewanymi wydarzeniami stała się wyrokiem.
***
- Dziewczyna zaczęła węszyć- stwierdził poważnym tonem - Nie podoba mi się to.
- Mia? Boisz się chuderlawej dziewczynki?
- Nie rozumiesz. Ona wcale nie jest taka głupia, za jaką ją uważaliśmy. Po za tym, o ile się nie mylę odwiedziła cię z Koflerem? I chyba nie była to zbyt miła wizyta- wydął wargi, przeczesując dłonią włosy.
Przytaknął szybko głową.
- Więc co robimy?
- To, co zaczęliśmy. A tej małej damy ostrzeżenie. Jeśli go nie posłucha, to dołączy do pana Hoffera. Tylko w mniej humanitarny sposób.
Poczuł, że robi się mu niedobrze. Nie chciał kolejnej śmierci. Zwłaszcza dla niej. Ale wszystko, co postanowił tamten nie podlegało dyskusji. Miał wobec niego dług wdzięczności. Tylko ostatnio coraz mniej podobała mu się forma jego spłaty.
W pewien sposób rozumiał konieczność śmierci Hoffera. Dowiedział się o wszystkim i mógł stać się niebezpieczny. Cieszył się tylko, że to nie on musiał go zabić. Właściwie problem rozwiązał za nich ktoś inny, ktoś, kogo odwaga nie była najmocniejszą stroną.
Ale Mii było mu po prostu szkoda. W duchu modlił się, żeby odpuściła to całe śledztwo. Thomasowi i tak już nic nie mogło pomóc. Najwyższy czas, aby się z tym pogodzić.
***

Okropny ten rozdział. Więcej w nim dialogów, niż czegoś składnego.
Tym razem chyba dużo się dowiedziałyście ;) Ale zmartwię Was: to jeszcze nie wszystko.