niedziela, 12 stycznia 2014

9. Cienie przeszłości

 
Inauguracyjny konkurs Turnieju Czterech skoczni odbył się jak zwykle z wielkim rozmachem. Ludzie spragnieni zaciętej rywalizacji, sportowej walki tłumnie przybywali pod skocznię w Oberstdorfie, dzierżąc w dłoniach flagi swoich reprezentacji. Faworytów od dawna było kilku, a odkąd jednego z nich zamknięto w więzieniu, grono to zmniejszyło się do zaledwie czterech osób. Dwóch Austriaków, Szwajcar i Polak. Kibice z wielkimi nadziejami czekali na występ swoich ulubieńców,  na to, aby mogli głośno odśpiewać hymn i przez długi czas cieszyć się wygraną.
Mia nie miała najmniejszej ochoty na przyjazd do Niemiec, na kolejne pełne pytań spojrzenia zawodników i dziennikarzy. Ale nie potrafiła odmówić Koflerowi, który uparł się jak osioł i twierdził, że musi zmienić otoczenie na jakiś czas. Może miał rację? Rzeczywiście ostatnio była na skraju załamania, bo w sprawie Thomasa nic nie zmieniało się na lepsze. Czekał na dzień rozprawy, która miała być już tylko formalnością, bo wszystko przemawiało na jego nie korzyść. Brak alibi, obciążające zeznania Gregora i coś, co on sam ukrywał.
- Mia, musisz trochę od tego wszystkiego odpocząć- powiedział Andreas, przyglądając się jej z troską – Nie pomożemy mu, jeśli sami się wykończymy.
- Andi, dziękuję- wyszeptała
- Za co?
- Za to, że jesteś, za to, że nie stchórzyłeś jak inni- wzięła głęboki oddech, bo poczuła, że w spojówkach zaczynają się jej zbierać piekące łzy. Nie mogła płakać, nie mogła pokazać, że jest słaba. Musiała pomóc Thomasowi, tak, jak on pomógł jej przed kilkoma laty.
Doskonale pamiętała tamten dzień. Mario kazał jej razem z kilkoma mężczyznami napaść na pewną kobietę. Wyjęła broń zza paska od spodni i zaczęła skradać się w stronę drobnej blondynki. Już, już prawie przykładała lufę pistoletu do jej skroni, gdy wokół rozległ się huk, a chwilę potem dwóch policjantów rzuciło ją na ziemię i zakuło w kajdanki.
Potem mogła wykonać jeden telefon. Bez zawahania zadzwoniła do Innauera, zanosząc się histerycznym płaczem. ‘Mam teraz inne problemy. Mogłaś uważać’- powiedział tylko i tyle go słyszała. Przez pewien czas łudziła się, że jej pomoże. Niestety, za naiwność płacimy często bardzo wysoką cenę. Znalazła się w sytuacji bez wyjścia. Nie miała pieniędzy, żeby zapłacić kaucję, którą wyznaczono, bo wszystkie oszczędności trzymała na koncie  Innauera.  Dlatego poprosiła o pomoc Thomasa. On nie szukał wymówek, nie zbywał jej. Zjawił się już po kilku dniach i zapłacił niemałą sumę. Najpierw jednak postawił jeden warunek: miała wrócić z nim do Austrii i zapomnieć o Innauerze.
Zrobiła to, choć kilka miesięcy później bardzo żałowała. „Nieznani sprawcy” napadli na Thomasa, czego chłopak o mało nie przepłacić życiem. Prosiła, błagała, żeby zgłosił sprawę na policję, bo była pewna, że stał za tym Mario. Tylko, że Morgenstern nie chciał tego zrobić przez wzgląd na dawne czasy, na przyjaźń, jaka ich łączyła. Powiedział, że załatwi to po swojemu.
Wiedziała tylko, że jakiś czas potem spotkał się z Innauerem. Nigdy nie poznała treści ich rozmowy, bo nigdy potem nie widziała już swojego byłego chłopaka. Aż do zeszłego tygodnia, kiedy to zjawił się w jej mieszkaniu.
Wczorajsze treningi nie były dla niego udane i jeśli ktoś robił sobie nadzieję na udany powrót skoczka, to będzie musiał gorzko się zawieść. Mia podejrzewała, że z tak słabymi skokami Alexander nawet nie dopuści go do kwalifikacji. I tak musiał zostawić jednego z zawodników, na „rezerwowego”, a wiadome było, że zawsze zostaje nim ten najsłabszy.
Może dlatego wpadła w furię, gdy po wieczornym spotkaniu drużyny do jej pokoju wszedł Kofler z miną zbitego psa i powiedział jej o nowym, wspaniałym pomyśle selekcjonera reprezentacji.
- Co się stało? – zapytała podejrzliwie
- Będę oglądał konkurs z trybun- prychnął – Wstawili na moje miejsce Innauera! A przecież podczas treningów skakał gorzej niż przedskoczkowie!
W głowie Engel zapaliła się czerwona lampka. To było naprawdę dziwne. Dlaczego Pointner miałby rezygnować z Koflera, który był jednym z faworytów i wystawiać w konkursie tego nieudacznika? Przecież od zawsze robił wszystko, aby drużyna osiągnęła jak najlepsze wyniki.
- Rozmawiałeś z Pointnerem?
- Powiedział, że zadecydowały detale- wychrypiał Andreas, siadając ze zrezygnowaną miną na krześle – Tylko od kiedy 10 metrów krótsze skoki nazywa się detalami?
No, właśnie panie Alexandrze? Od kiedy?
 
***
Konferencja prasowa po konkursie, który wygrał Stefan Hula nie była miłym przeżyciem dla Alexandra Pointnera.  Faworyzowany Gregor Schlierenzauer znalazł się w drugiej dziesiątce, podobnie jak reszta austriackich zawodników. Nie wspominając już o powracającej "gwieździe" tego sportu – Mario Innauerze, który zakończył występ na pierwszej serii. Po takich wynikach stawienie czoła dziennikarzom, wiecznie spragnionym sukcesu, było wielkim wyzwaniem.
- Dlaczego w składzie nie znalazł się Andreas Kofler?- zapytał jeden z reporterów, a on poczuł jak kilkanaście par oczu patrzy na niego z nieukrywanym zaciekawieniem.
- Andreas nie jest w zbyt dobrej formie psychicznej- zełgał szybko, pilnując się jednocześnie, aby jego głos nie przybrał zbyt nerwowego tonu.
Niektórzy spojrzeli na niego z podejrzliwością, ale on wziął sobie za punkt honoru, aby wytrwać to oczekiwanie z pokerową miną.
- A jeśli chodzi o sprawę Thomasa Morgensterna? Wierzy pan w jego winę?
Zamarł na chwilę, ale ocknął się szybko, gdy w tłumie dostrzegł Jego wzrok- zimny, przenikający do szpiku kości.
- Nie będę bawił się w prokuratora- odparł – W każdym razie, współczuję Thomasowi- to w końcu mój podopieczny.
Szyderczy uśmiech, który posłał mu tamten przyprawił go o dreszcze. Nie bał się jednak, bowiem wykonał zadanie- wszyscy uważali go za miłosiernego, współczującego człowieka, który jest czysty jak łza i dba o honor drużyny. Modlił się w duchu jeszcze przez chwilę, aby nikomu nie przyszło do głowy, aby pytać go o inne decyzje.
Zgrywał odważnego. A przecież wybór, jakiego dokonał jednoznacznie pokazywał strach przed Nim. Owszem, bał się. Bał się o życie swoje, swoich bliskich. A nie zanosiło się na to, aby ta sytuacja miała się pozytywnie rozwiązać. Znalazł się w ślepej uliczce, a  w jej zaułku czyhał Mario Innauer.
 
***
Króciutko, jak zawsze. Ale już nie długo do końca, wiecie?