czwartek, 20 lutego 2014

Zaproszenie



 
 
 
Jeśli macie ochotę na poczytanie czegoś w podobnym, ale z pewnością nie kryminalnym, klimacie to Simon zaprasza Was na swoją historię ;)
 

czwartek, 30 stycznia 2014

Epilog- Ten rozdział się kończy, ale ich historia dopiero się zaczyna








Kiedy łzy spływają po twojej twarzy
Kiedy tracisz coś, czego nie możesz niczym zastąpić
Kiedy kogoś kochasz, ale wszystko idzie na marne
Czy mogłoby być gorzej?

Światła zaprowadzą cię do domu
I wzniecą ogień w twoich kościach
A ja spróbuję cię naprawić

 
***
 

Tego dnia mroźny wiatr kołysał drzewami i przenikał do szpiku kości. Naciągnął więc mocno czapkę na uszy i wtulił twarz w wełnianym szaliku. Co jakiś czas rozglądał się wokoło i uspokojony znów opierał się o drzwi samochodu. Ciekawscy dziennikarze byli ostanią rzeczą, na jaką chciałby się teraz natknąć, choć musiał przyznać, że w ostanim czasie dali mu trochę więcej prywatności.
Powinien się cieszyć, prawda?
Co jakiś czas przez myśli przepływała mu fala wątpliwości, pomieszana z niepewnością. Nie wiedział, czy to, co miał zrobić jest słuszne. Wszyscy odradzali mu, nazywając go idiotą, tylko nie ta, po której najbardziej się tego spodziewał. Mia Engel zmieniła się. Nie była już tą samą porywczą dziewczyną, gotową na każde szaleństwo. Zaczęła podchodzić do życia z pewną rozwagą.
- Nie zostawiaj jej- powiedziała pewnie, gdy wyznał jej, co zamierza zrobić.  To, co zdarzyło się prawie rok temu wpłynęło na każdego z jego otoczenia. Może po prostu zaczęli doceniać najmniejszą, normalną chwilę.
Automatyczna brama uchyliła się nieznacznie, a potem ujrzał jej sylwetkę.  Przygarbiona, z torbą przerzuconą przez jedno ramię wyszła niepewnie przed budynek amerykańskiego więzienia. Gdy wejście zamknęło się za nią, nie ruszyła się nawet o centymetr. Była zagubiona- dostrzegał to nawet z daleka. Serce zaczęło mu bić, jak oszalałe. Nie potrafił dłużej czekać, patrzeć na nią bez choćby cienia reakcji. Postawił kilka kroków w jej stronę, czując, jak nogi miękną mu z nadmiaru emocji.
- Louise…- wychrypiał.
Podniosła na niego wzrok pełen przeraźliwego smutku, aż przeszły go dreszcze. Uśmiechnęła się blado, a po jej wychudzonym policzku popłynęło kilka łez. Nieśmiało przybliżył się do niej, by już po chwili zamknąć ją szczelnie w swoich ramionach, wdychając zapach jej skóry.
- Czekałeś- wyszeptała, a on pokiwał głową, usilnie zaciskając powieki. Nie chciał płakać, to miała być szczęśliwa chwila. Gładził opuszkami palców kosmyki jej włosów, potem szyję i nieznacznie odkryty dekolt.
Oczywiście, że czekał. Czekał te cholerne 10 miesięcy, bo kochał ją do szaleństwa. Nie powiedział jednak teraz tego,  całując ją  zachłannie w usta. Doskonale pamiętał dzień swojej rozprawy, to jak pogodzony ze swoim losem czekał na wyrok. Nagły głos sędziego, który wezwał na świadka Louise, sprawił, że przeszły go dreszcze. Nie chciał, aby się dla niego poświęcała... A ona przyszła... Przyszła i opowiedziała o wszystkim, o każdej, nawet maleńkiej tajemnicy. Doskonale wiedziała, że nie uniknie więzienia.
A on czekał... Nie był w stanie o niej zapomnieć i jej zostawić!
 Wpił się stanowczo w jej wargi, które tak jak kiedyś smakowały cytrusowym błyszczykiem. Moczyła mu kurtkę coraz obfitszymi łzami.
- Wracajmy do domu- wychrypiał wreszcie, świadom całkowicie znaczenia swoich słów. Dom. Ich wspólny dom, który miał zamiar stworzyć i naprawiać ich wszystkie dotychczasowe błędy.
Chyba na tym polega miłość. Na tym, aby trwać przy drugiej osobie do końca, bez względu na przeszłość.

 
***

- Cholera jasna! Kofler, twój zapchlony kocur znowu obsikał moje buty!
Engel odepchnęła nogą futrzaka o wdzięcznym imieniu Ville, które nadane zostało mu niedawno z powodów oczywistych. Nie mogli przecież pozwolić, by inteligentny zwierzak nazywał się tak samo, jak odsiadujący wyrok były trener kadry. Andreas mimowolnie zaśmiał się pod nosem, co nie umknęło uwadze Mii. Popatrzyła na niego z wyraźną dezaprobatą, by po chwili czule pocałować go w policzek.
- Nie zasłużyłem na nic więcej?- zapytał przekornie, za co dziewczyna boleśnie dźgnęła go w żebro. Jednak już chwilę później jej wargi dotknęły warg chłopaka, a dłonie zaczęły wędrówkę po jego torsie, schodząc coraz niżej. Nakreśliła opuszkami palców na jego brzuchu kilka okręgów i zadziornie chwyciła go za szlufkę od spodni, przyciągając  bliżej siebie.
Byli dziwną parą, tak bardzo niedopasowaną, że niektórzy uznawali za cud ich wspólne życie. Charakterna Engel owinęła sobie Andreasa wokół palca tak, jak wszystkich przed nim. Z jedną tylko różnicą- jemu wcale to nie przeszkadzało. Kochał tego rudzielca, był gotów zrobić dla niego wszystko.
A rudzielec?
Rudzielec nareszcie odnalazł swoje miejsce na tym poplątanym świecie. I nauczył się odróżniać młodzieńczą, przyjacielską fascynację Thomasem od prawdziwego uczucia. Cóż z tego, że często ( a właściwie codziennie) Kofler i jego miauczący współlokator drażnili ją niemiłosiernie? Cóż z tego, skoro pierwszy raz, tak całkowicie naprawdę na kimś jej zależało.
Wplotła palce w czarne włosy chłopaka i położyła głowę na jego ciepłym ramieniu.
- Kocham cię- mruknął kuszącym tonem prosto do jej ucha. Po ciele rozeszły się jej przyjemne dreszcze. Zaśmiała się perliście, aż po pomieszczeniu rozeszło się echo.
Miłość. Coś, co teraz czuła, czym była otoczona, co dostała w prezencie.
Może życie wcale nie jest takie złe?

***


 
Jeju... Nie wierzę, że udało mi się to skończyć. Możecie być pewne,  że już nigdy nie napiszę żadnego "kryminału", bo po prostu się do tego nie nadaję- sama o mało nie zgubiłam się w tych intrygach.
Od początku pisania tego opowiadania prześladowała mnie chęć, aby kogoś uśmiercić ( oprócz Hoffera). Próbowałam ją zwalczyć i udało się, choć moim zdaniem w konsekwencji to zakończenie stało się bardzo naiwne i przesłodzone.
Więc tym bardziej dziękuję Wam kochane, że byłyście tutaj ze mną, czekałyście na każdy rozdział i próbowałyście rozwikłać intrygi.
Buziaki :*
 
PS: Te czytelniczki, które nie mają mnie dość zapraszam na opowiastkę o skocznych braciach Kot pilnuj-mnie.blogspot.com
 
 
THE END



niedziela, 26 stycznia 2014

11. Nigdy nie jest za późno, żeby powiedzieć prawdę

 
Gdy tylko wyszła na zewnątrz, owiało ją lodowate powietrze, a w policzki zaczęły uderzać marznące płatki śniegu, sypiące nieustannie. Adrenalina buzująca jej krwi sprawiała dotąd, że nie odczuwała bólu promieniującego z posiniaczonych żeber. Teraz jednak skóra w tamtym miejscu zdawała się jej palić żywcem, a po chwili zobaczyła przed oczami dobrze jej znane czarne plamy. Sunąc nogami po oblodzonym chodniku, dotarła do najbliższej ławki i usiadła na niej z niemałą ulgą. Doskonale wiedziała, że powinna uciekać stąd jak najdalej, póki Innauer nie zorientował się o jej ucieczce. Nie miała jednak siły wstać, bo przy każdym, nawet najmniejszym ruchu kręciło się jej niemiłosiernie w głowie. W głębi duszy czuła nieopisaną chęć, aby wybuchnąć płaczem i poczuć czyjeś ciepłe, troskliwe ramiona.  Po kilku minutach dostrzegła starszą kobietę, która szła niezbyt szybkim krokiem w jej stronę. Nie miała czasu na zastanawianie się i rozważanie, czy jest godna zaufania, więc zaryzykowała i podeszła do niej, starając się ukryć przeciętą wargę w kołnierzu kurtki.
- Przepraszam- nieśmiało zagaiła, a nieznajoma popatrzyła na nią z nieukrywanym zainteresowaniem- Czy mogłabym pożyczyć od pani telefonu? Tylko na jedno połączenie, błagam.
Kobieta ponownie zerknęła w jej stronę, a Louise pomyślała, że chyba rzeczywiście  musiała żałośnie wyglądać, bo już po chwili trzymała w dłoni urządzenie. Drżącymi palcami wybrała numer, choć nawet nie była pewna, czy dobrze go zapamiętała. Jeden sygnał, drugi…
-Halo?
- Mia! Musisz mi pomóc!- krzyknęła desperacko, doskonale zdając sobie sprawę z tego, że zwraca na siebie uwagę. Jednak w tamtej chwili wcale się to nie liczyło. Chciała znaleźć się jak najdalej od tego miejsca. Za wszelką cenę. Mięśnie miała napięte do granic możliwości, gdy czekała na odpowiedź tamtej.
- Spokojnie- głos Engel  o dziwo był opanowany i rzeczowy. Nie dała po sobie poznać, że z pewnością nie jest zadowolona z tego, kto dzwoni. I szczerze mówiąc Lousie wcale się jej nie dziwiła. Zniszczyła im wszystkim dotychczasowe, szczęśliwe życie, zamieniając je w ciągłą walkę. Nie chciała tego, naprawdę. Chciała… Chciała tylko tego czegoś, o czym czytała w romantycznych książkach, o czym słyszała w ckliwych piosenkach.   – Gdzie jesteś?- zapytała po kilku sekundach rudowłosa, a jej nierówny oddech stał się teraz doskonale słyszalny.
- Na Innestadt- szepnęła, dla pewności rozglądając się wokół, jakby sprawdzając, czy podała właściwą nazwę dzielnicy. W Innsbrucku znała jedynie te miejsca, które zdążył pokazać jej Thomas, w których spędzali wspólnie czas. Niemiłe ukłucie w sercu przypomniało jej, że to przeszłość, bardzo brutalnie przemieniona tylko we wspomnienia.
- Będę za kilka minut, nie ruszaj się nigdzie!
Dźwięk zakończonego połączenia wyrwał ją z chwilowego letargu. Podała telefon stojącej obok niej kobiecie, próbując nie patrzeć jej w oczy.
- Mogę jakoś pomóc?- zapytała.
Pokręciła przecząco głową i na drżących nogach odeszła kilka metrów tak, aby być mniej widoczną dla przechodniów. Zmarznięte dłonie zaczynały jej drętwieć, toteż wsadziła je do kieszeni kurtki i dla otuchy zaczęła nucić pod nosem wesołą melodyjkę. Nic nie było jednak w stanie wyprzeć z niej wyrzutów sumienia, które gromadziły się z nieustającą siłą. To, co usłyszała w mieszkaniu Innauera przerosło jej wyobrażenia.
To ona była winna temu,  co stało się z Thomasem! Ona! Bo pragnęła poczuć się kochana i dopuściła do głosu coś innego poza zimnymi kalkulacjami.
Minuty zdawały się jej płynąć bardzo powoli i kiedy miał już tak po prostu beznadziejnie się rozpłakać, poczuła na ramieniu czyjąś dłoń.
- Chodź- Mia podniosła ją za ręce ze śniegu i podtrzymując ją mocno doprowadziła do samochodu. Louise sama nie wiedziała, kiedy zdążyła się rzucić w ramiona Engel. Ta najpierw niemal zdrętwiała z zaskoczenia, o czym świadczyły jej napięte mięśnie i nierówno bijące serce. Po chwili jednak objęła ją z troską, szeptając tuż przy jej uchu:
- Już dobrze, Louise, już dobrze…
Wnętrze samochodu było przyjemnie ciepłe, a fotele miękkie dla jej posiniaczonego ciała, jak najlepsze łóżko. Przymknęła powieki, podczas gdy ruda odpaliła silnik. Nie zadała jej dotąd żadnego pytania, co było nie tyle dziwne, co wręcz irytujące.
- Mia- wychrypiała, na co tamta przemknęła po niej wzrokiem. Wzięła więc głęboki oddech i zacisnęła mocno dłonie w pięści – Ja wiem, kto zabił Hoffera.
 

***

Tej nocy w mieszkaniu Andreasa Koflera światło paliło się do późnej nocy, a właściwie poranka. Przy drewnianym stole, tym samym, przy którym siedzieli zaraz po aresztowaniu Thomasa, zasiadły trzy osoby. Jedna z nich miała swoje tajemnice, które dziś miały zostać raz na zawsze ujawnione.
- Powiedz nam wszystko.
Louise czuła się jak w pułapce. Pułapce własnych uczuć, z których każde było silniejsze od poprzedniego. Nie miała jednak wyboru, bo jednego była pewna: chciała ratować Thomasa za wszelką cenę, tak jak on postanowił uratować ją.
- Sama wiesz, jak to się zaczęło- szepnęła zachwianym głosem – Nie bez powodu tak zareagowałaś, gdy Thomas ci mnie przedstawił. Mario przysłał mnie do Austrii z konkretnym zadaniem- miałam zdobyć zaufanie Morgensterna i dosypać mu środków dopingujących.
Kofler nie był zdziwiony, tym co usłyszał. Mia natomiast pobladła gwałtownie, jednak dłoń Andreasa zaciśnięta na jej nadgarstku powstrzymała ją przed gwałtowną reakcją.
- To była zemsta- kontynuowała Braunn – Thomas płacąc za ciebie kaucję i wywożąc do Austrii, zabrał mu ciebie- popatrzyła na Engel- Dlatego on postanowił zabrać mu karierę.
- Więc co się stało?- rudowłosa poderwała się z krzesła i zbliżyła się do niej z zaciętą miną – Obudziły się w tobie ludzkie uczucia? Litość?- warknęła
- Nie.
Louise zakryła twarz w dłoniach, a jej ciałem raz po raz zaczął szarpać zduszony szloch. To wszystko było trudniejsze, niż myślała. A przecież musiała opowiedzieć o tym wszystkim co najmniej raz i to w nie tak przyjaznych warunkach.
- Zakochałam się- szepnęła po chwili – Pokochałam Thomasa, chociaż wcześniej reagowałam na coś takiego zwykłym śmiechem. Byłam profesjonalistką, tak jak kiedyś ty, Mia i nie nawiązywałam bliższych relacji z „ofiarami”. Tym razem było inaczej. Nie potrafiłam zrobić czegoś tak podłego Thomasowi. Dlatego powiedziałam mu o wszystkim.
Nastała przeraźliwa cisza, zagłuszana jedynie przez miarowe tykanie zegara. Louise wzięła ponownie głęboki oddech.
- Wyznałam, kto mnie przysłał i kto miał mi pomóc. Thomas chciał zgłosić to na policję.
- Dlaczego tego nie zrobił?
- Bo już wtedy byłam poszukiwana przez amerykańską policję. Nie chciał mnie wydać, ale  gdyby zaczęli dochodzenie w sprawie Innauera i jego wspólnika, to nieuchronnie wpadliby na mój ślad.
- Dlatego poszedł z tym do Hoffera…- dopowiedział Andreas, któremu wszystko nagle zaczęło układać się w jednolitą całość z tym, czego dowiedział się od samego Thomasa.
- Hoffer nie chciał sensacji na początku sezonu. Już od kilku lat jego opinia nie była najlepsza i gdyby wtedy wybuchł skandal, byłby skończony. Dlatego kazał Thomasowi zapomnieć o całej sprawie i nie zgodził się na jego prośbę.
Mia zaśmiała się ironicznie, nie mogąc się powstrzymać.
- Czego chciał od niego Morgi?- zapytała ruda, która czuła teraz, jak zalewa ją fala wyrzutów sumienia. Dlaczego niczego nie zauważyła, dlaczego nie zauważyła, że przyjaciel miał problemy?
- Chciał, żeby Hoffer wpłynął na Austriacki Związek Narciarski w sprawie zwolnienia Pointnera. To on był moim wspólnikiem i miał dopilnować, aby w dniu, kiedy wsypię doping, Thomas został wezwany na kontrolę antydopingową. Hoffer za żadne skarby nie chciał psuć atmosfery wokół stawianej na piedestale kadry, jego ulubionego trenera. Nie zgodził się.
- Wygląda na to, że ktoś podsłuchał ich rozmowę- wychrypiał Andreas – Schlierenzauer od pewnego czasu zachowywał się podejrzanie.
- Wydaje mi się, że Mario go zwerbował po tym, gdy ja odmówiłam mu współpracy. Powiedział Pointnerowi, że Thomas będzie dociekał konsekwencji, a ten się wystraszył.
- Alex nigdy nie był przesadnie odważny- wtrąciła się Mia.
- Właściwie to, że zabił Waltera było na rękę Mario. Nie musiał szukać nowego sposobu zemsty, tylko wrobił we wszystko Thomasa, ratując Pointnera, który został jego dłużnikiem.
- Dlatego powołał go do kadry- nieśmiało zachichotał Andreas, chcąc rozładować napiętą atmosferę.
- Tamtego wieczoru, gdy zginął, byłam w hotelu reprezentacji. Spotkałam się z Thomasem, a potem poszliśmy razem do jego pokoju. Pamiętam tylko, że po kilku godzinach zasnęłam, a Thom obok mnie- szeptała drżącym od emocji głosem Louise – Obudził nas czyjś krzyk. Pobiegliśmy sprawdzić, co się stało… Tam…- zaszlochała ponownie, a kosmyk włosów opadł na jej zaczerwienioną od łez twarz – Tam leżał Hoffer, z nożem w plecach. Thomas kazał mi uciekać z hotelu, ukryć się. Wiedział, że za chwilę zjawi się policja i będzie wszystkich przesłuchiwać. Za mną był wysłany list gończy przez te wszystkie głupoty, które narobiłam w USA, współpracując z Mario. Posłuchałam go…
- A to jego oskarżyli!- krzyknęła desperacko Mia i chwyciła Braunn za ramiona – To wszystko przez ciebie, kłamliwa dziwko! To wszystko twoja wina!
Andreas siłą oderwał ją od dziewczyny.
- Ja pomagałem się jej ukryć- zwrócił się do Mii – Błagał mnie o to.
 Patrzyli teraz  na siebie, nie wiedząc, co robić.
- Przyjdę na jutrzejszą rozprawę i wszystko powiem. Powiem, że byłam wtedy z Thomasem, że odmawiał zeznań dla mojego dobra, powiem, że to Pointner zabił Hoffera!- łzy płynęły teraz po policzkach Louise ciągiem, moczącjej koszulkę.
- Zamkną cię- wyszeptał Kofler.
- Wiem.
Światło zgasło. Ale dla jednej osoby zaświeciła się nadzieja.
 
***
Zepsułam to wszystko. Miało być zupełnie inaczej, ale mam już serdecznie dość tego opowiadania, muszę się uczyć, więc jest to coś. Zaskoczone?
Przed nami jeszcze epilog, a mnie cały czas dręczy pragnienie, żeby kogoś tu jeszcze uśmiercić.
 
 

czwartek, 23 stycznia 2014

10. Prawda to pojęcie względne


 
 Numb
 

 And I know
I may end up failing too
But I know
You were just like me
With someone disappointed in you
 
***

 
Dobro nie zawsze do nas wraca. Często zamiast upragnionej życzliwości, ludzkiego ciepła, czy prozaicznego szczęśliwego życia otrzymujemy ból i rozczarowanie. Może karma w jego przypadku nie zadziałała? Tak, to z pewnością przez to. Nie zrobił nigdy przecież czegoś, co byłoby sprzeczne z jego naturą. Może poza… Nie. To się nie liczy. Jak chronienie kogoś, kogo się kocha można nazwać przestępstwem? Ona nie była niczemu winna. Gdyby tak było, to nie przyznałaby się do wszystkiego. Dlatego nie powiedział nikomu, że została przysłana przez Mario, aby dosypać mu środków dopingujących. Nie przeżyłby, jeśli znalazłaby się w więzieniu. Kochał Louise. Kochał ją tak mocno, że czasami przechodziły go dziwne dreszcze, pomieszane z nieustającą tęsknotą. Czasami do tego potoku uczuć wplatała się jeszcze nadzieja. Zupełnie bezpodstawna. Sam przecież kazał jej się ukryć, uciekać, nie dać się złapać, sam nie powiedział o ich wspólnej nocy, która mogłaby być doskonałym alibi. Bo była dla niego najważniejsza i nie chciał, aby płaciła za głupotę młodości.
Może jednak powinien zadbać o siebie? O to, aby reszty życia nie spędzić za kratkami.
- Rozprawa została wyznaczona na 21 stycznia- powiedział Hinsman. Kiwnął głową potwierdzająco, chcąc pokazać, że jest spokojny. A przecież nie był. Czuł, jak w gardle rośnie mu milion niewypowiedzianych słów.
- Niech mi pan powie…- spojrzał na adwokata zmęczonym wzrokiem – To koniec, prawda? Nie mam szans?
Mężczyzna chrząknął po czym usiadł naprzeciw niego. Thomas chciał poznać prawdę, nawet najgorszą. Jeśli nic nie można było już zrobić, to pragnął tylko jednego. Żeby były bezpieczne- Louise i  Mia.
- Panie Hinsman- ponowił swoją prośbę, tym razem głębiej i dosadniej wpatrując się w źrenice Josepha.
- Jeśli nie znajdą się nowe dowody, czy choćby cień wątpliwości, to wyrok może być tylko jeden – odpowiedział tamten, siląc się wyraźnie na profesjonalny, bezemocjonalny ton.
Pierwszy raz bowiem Joseph Hinsman wyraźnie współczuł. Z reguły bronił zadufanych w sobie bogatych biznesmenów i ich nie mniej aroganckich potomków. Oczywiście, był profesjonalistą- nigdy nie dawał poznać po sobie, że sam najchętniej wsadziłby własnego klienta za kratki. Niemniej jednak podchodził do swoich obowiązków z chłodną głową. Potrafił oddzielać emocje od życia zawodowego niemal z doskonałą perfekcją.
Coś więc jednak nie zadziałało tak, jak zwykle, bo w tej chwili zwyczajnie zrobiło mu się żal tego chłopaka. Był niewinny- tak podpowiadało mu nieomylne dotąd adwokackie poczucie.  Cóż jednak z tego, skoro widocznie krył inną osobę i odmawiał składania zeznań, zaprzeczając jedynie swojej winie.
- Niech się pan zastanowi, panie Morgenstern- położył mu dłoń na wychudzonym ramieniu w niemal ojcowskim odruchu – Pan nie może tak skończyć. A jeśli nie powie pan całej prawdy, to nikt i nic tu już nie pomoże. Obaj dobrze o tym wiemy.
Thomas milczał. Podobnie zresztą, jak przez ostatnie kilka miesięcy. Nie było już odwrotu, nie potrafiłby wydać Louise, choć nie dostałaby nawet w połowie tak wysokiego wyroku. Nie byłaby przecież sądzona za morderstwo, tak jak teraz on.
Ale więzienie nie było odpowiednim miejscem dla kobiet, choć może zabrzmieć to seksistowsko. Przekonał się o tym na przykładzie Mii. Zgrywała twardą, wmawiała mu, że wymazała z pamięci tamte kilka tygodni. A jednak nie była już tą samą osobą. Louise skończyłaby podobnie, to nie ulegało wątpliwości.
- Pański przyjaciel zaraz tu przyjdzie- powiedział adwokat, ubierając na siebie płaszcz – Czekał na widzenie od kilku tygodni, ale nie zrezygnował.
Chwilę potem zaskrzypiały drzwi, a do środka pokoju widzeń niepewnie wsunął się Andreas. Usiadł na skraju krzesła i począł wpatrywać się w Thomasa z nieukrywanym przerażeniem.
- Co oni z tobą zrobili?
Morgenstern sam nie wiedział czemu, ale zaśmiał się. Szyderczo, choć uważniejszy słuchacz dodałby, że zaśmiał się ze zrezygnowaniem.
- Jak się czuje Mia?- zapytał, chcąc szybko zatrzeć nieprzyjemny temat. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego jak wygląda, z tego, że tracił kolejne kilogramy, że przekrwione oczy stały się wyraźnie zarysowane na szczupłej twarzy.
- Nie odpuszcza- wychrypiał przyciszonym głosem Andreas, tak aby strażnik stojący nieopodal, nie usłyszał treści rozmowy. Nastała chwilowa cisza, przerwana w końcu zdenerwowanym szeptem Koflera. – Thomas, do jasnej cholery! Wiem, że ją kochasz, wiem, że przysięgłem, że nic nie powiem, ale ja już tak nie mogę, rozumiesz? Louise musi odpowiedzieć za to, co robiła, za to, co chciała zrobić tobie. Nie wierzę, że to przypadek sprawił, że oskarżyli cię o morderstwo. To wszystko jest ze sobą powiązane, a ty nie powiedziałeś mi całej prawdy.
- Byli u ciebie- stwierdził pewnie w odpowiedzi blondyn.
- Tak. Mają nakaz aresztowania, amerykańska policja wpadła na jej trop.
Morgenstern wypuścił powietrze z płuc. Poruszał ramionami, bo dłonie zakute w kajdanki zaczęły mu już drętwieć.
- Nie wydałeś jej, prawda?- zapytał z nadzieją.
- Nie. Chciałem, ale sam nie wiem, gdzie jest. Straciłem z nią kontakt- przeczesał palcami wyraźnie za długą już grzywkę i uśmiechnął się niewinnie do pilnującego policjanta, który najwidoczniej niczego nie podejrzewał, bo zamiast dokładnie wsłuchiwać się w rozmowę, podziwiał widoki za oknem – Nie odzywa się od rozpoczęcia Turnieju Czterech Skoczni i mam przeczucie, że znowu się w coś wpakowała.

 
***

Louise nie mogła pozbyć się wrażenia, że brakuje jej tlenu i zaczyna się dusić. Niepamiętny już raz budziła się w środku nocy, zalana potem. Wtedy docierało do niej, że to wcale nie sen. Jawa była koszmarem, w dodatku takim, z którego nie było możliwości się wybudzić. Ponownie spróbowała poruszyć dłońmi i ponownie musiała pogodzić się z tym, że sznur był zawiązany mocno o precyzyjnie. Sama wpakowała się te kłopoty. Ale nie mogła przecież siedzieć bezczynnie i czekać na wyrok Thomasa. Dlatego zadzwoniła wtedy do Innauera. Obiecał, że jeżeli wróci do współpracy z nim i wróci do USA, to wyciągnie Thomasa z więzienia.
Skończyło się na poobijanych żebrach, zawiązanych rękach i zamknięciu w małym pokoju jego mieszkania. Jak mogła być tak naiwna? Oddała się prosto w jego ręce, a on mógł być teraz spokojny, że już nigdy nic nikomu nie powie.
- Najpierw odebrał mi rudą- syknął tamtego dnia do wysokiego, szczupłego chłopaka, którego twarzy nie widziała. Była zamroczona bólem i udawało się jej wyłapać tylko kilka zdań. – A potem udało mu się okręcić tą dziwkę wokół palca i uniknąć konsekwencji- tu zaśmiał się obleśnie i siłą postawił ją na nogi.
- Nie przewidziałaś jednego, złotko- mocno chwycił ją za podbródek i zmusił, aby patrzyła mu w oczy – Na tobie świat się nie kończy, a twój wspólnik dla ratowania własnej skóry zabił pana dyrektora.
Potem była już tylko ciemność.
Podniosła się z trudem z niskiego łóżka i z całej siły rzuciła się na drzwi. Poczuła piekący ból, jednak wejście nawet drgnęło. Rozpędziła się więc mocniej, aż drzwi wypadły razem z zawiasami. Rozglądnęła się niepewnie.
Tak. Inteligentny Mario nawet nie kazał jej pilnować.
 
***
 
Wszystko psuję, ale przynajmniej jesteśmy już prawie na końcu.
I tak w ramach podpowiedzi: Gredzio w roli mordercy nigdy mnie nie przekonał i nie przekona, więc... Kombinujcie ;)


niedziela, 12 stycznia 2014

9. Cienie przeszłości

 
Inauguracyjny konkurs Turnieju Czterech skoczni odbył się jak zwykle z wielkim rozmachem. Ludzie spragnieni zaciętej rywalizacji, sportowej walki tłumnie przybywali pod skocznię w Oberstdorfie, dzierżąc w dłoniach flagi swoich reprezentacji. Faworytów od dawna było kilku, a odkąd jednego z nich zamknięto w więzieniu, grono to zmniejszyło się do zaledwie czterech osób. Dwóch Austriaków, Szwajcar i Polak. Kibice z wielkimi nadziejami czekali na występ swoich ulubieńców,  na to, aby mogli głośno odśpiewać hymn i przez długi czas cieszyć się wygraną.
Mia nie miała najmniejszej ochoty na przyjazd do Niemiec, na kolejne pełne pytań spojrzenia zawodników i dziennikarzy. Ale nie potrafiła odmówić Koflerowi, który uparł się jak osioł i twierdził, że musi zmienić otoczenie na jakiś czas. Może miał rację? Rzeczywiście ostatnio była na skraju załamania, bo w sprawie Thomasa nic nie zmieniało się na lepsze. Czekał na dzień rozprawy, która miała być już tylko formalnością, bo wszystko przemawiało na jego nie korzyść. Brak alibi, obciążające zeznania Gregora i coś, co on sam ukrywał.
- Mia, musisz trochę od tego wszystkiego odpocząć- powiedział Andreas, przyglądając się jej z troską – Nie pomożemy mu, jeśli sami się wykończymy.
- Andi, dziękuję- wyszeptała
- Za co?
- Za to, że jesteś, za to, że nie stchórzyłeś jak inni- wzięła głęboki oddech, bo poczuła, że w spojówkach zaczynają się jej zbierać piekące łzy. Nie mogła płakać, nie mogła pokazać, że jest słaba. Musiała pomóc Thomasowi, tak, jak on pomógł jej przed kilkoma laty.
Doskonale pamiętała tamten dzień. Mario kazał jej razem z kilkoma mężczyznami napaść na pewną kobietę. Wyjęła broń zza paska od spodni i zaczęła skradać się w stronę drobnej blondynki. Już, już prawie przykładała lufę pistoletu do jej skroni, gdy wokół rozległ się huk, a chwilę potem dwóch policjantów rzuciło ją na ziemię i zakuło w kajdanki.
Potem mogła wykonać jeden telefon. Bez zawahania zadzwoniła do Innauera, zanosząc się histerycznym płaczem. ‘Mam teraz inne problemy. Mogłaś uważać’- powiedział tylko i tyle go słyszała. Przez pewien czas łudziła się, że jej pomoże. Niestety, za naiwność płacimy często bardzo wysoką cenę. Znalazła się w sytuacji bez wyjścia. Nie miała pieniędzy, żeby zapłacić kaucję, którą wyznaczono, bo wszystkie oszczędności trzymała na koncie  Innauera.  Dlatego poprosiła o pomoc Thomasa. On nie szukał wymówek, nie zbywał jej. Zjawił się już po kilku dniach i zapłacił niemałą sumę. Najpierw jednak postawił jeden warunek: miała wrócić z nim do Austrii i zapomnieć o Innauerze.
Zrobiła to, choć kilka miesięcy później bardzo żałowała. „Nieznani sprawcy” napadli na Thomasa, czego chłopak o mało nie przepłacić życiem. Prosiła, błagała, żeby zgłosił sprawę na policję, bo była pewna, że stał za tym Mario. Tylko, że Morgenstern nie chciał tego zrobić przez wzgląd na dawne czasy, na przyjaźń, jaka ich łączyła. Powiedział, że załatwi to po swojemu.
Wiedziała tylko, że jakiś czas potem spotkał się z Innauerem. Nigdy nie poznała treści ich rozmowy, bo nigdy potem nie widziała już swojego byłego chłopaka. Aż do zeszłego tygodnia, kiedy to zjawił się w jej mieszkaniu.
Wczorajsze treningi nie były dla niego udane i jeśli ktoś robił sobie nadzieję na udany powrót skoczka, to będzie musiał gorzko się zawieść. Mia podejrzewała, że z tak słabymi skokami Alexander nawet nie dopuści go do kwalifikacji. I tak musiał zostawić jednego z zawodników, na „rezerwowego”, a wiadome było, że zawsze zostaje nim ten najsłabszy.
Może dlatego wpadła w furię, gdy po wieczornym spotkaniu drużyny do jej pokoju wszedł Kofler z miną zbitego psa i powiedział jej o nowym, wspaniałym pomyśle selekcjonera reprezentacji.
- Co się stało? – zapytała podejrzliwie
- Będę oglądał konkurs z trybun- prychnął – Wstawili na moje miejsce Innauera! A przecież podczas treningów skakał gorzej niż przedskoczkowie!
W głowie Engel zapaliła się czerwona lampka. To było naprawdę dziwne. Dlaczego Pointner miałby rezygnować z Koflera, który był jednym z faworytów i wystawiać w konkursie tego nieudacznika? Przecież od zawsze robił wszystko, aby drużyna osiągnęła jak najlepsze wyniki.
- Rozmawiałeś z Pointnerem?
- Powiedział, że zadecydowały detale- wychrypiał Andreas, siadając ze zrezygnowaną miną na krześle – Tylko od kiedy 10 metrów krótsze skoki nazywa się detalami?
No, właśnie panie Alexandrze? Od kiedy?
 
***
Konferencja prasowa po konkursie, który wygrał Stefan Hula nie była miłym przeżyciem dla Alexandra Pointnera.  Faworyzowany Gregor Schlierenzauer znalazł się w drugiej dziesiątce, podobnie jak reszta austriackich zawodników. Nie wspominając już o powracającej "gwieździe" tego sportu – Mario Innauerze, który zakończył występ na pierwszej serii. Po takich wynikach stawienie czoła dziennikarzom, wiecznie spragnionym sukcesu, było wielkim wyzwaniem.
- Dlaczego w składzie nie znalazł się Andreas Kofler?- zapytał jeden z reporterów, a on poczuł jak kilkanaście par oczu patrzy na niego z nieukrywanym zaciekawieniem.
- Andreas nie jest w zbyt dobrej formie psychicznej- zełgał szybko, pilnując się jednocześnie, aby jego głos nie przybrał zbyt nerwowego tonu.
Niektórzy spojrzeli na niego z podejrzliwością, ale on wziął sobie za punkt honoru, aby wytrwać to oczekiwanie z pokerową miną.
- A jeśli chodzi o sprawę Thomasa Morgensterna? Wierzy pan w jego winę?
Zamarł na chwilę, ale ocknął się szybko, gdy w tłumie dostrzegł Jego wzrok- zimny, przenikający do szpiku kości.
- Nie będę bawił się w prokuratora- odparł – W każdym razie, współczuję Thomasowi- to w końcu mój podopieczny.
Szyderczy uśmiech, który posłał mu tamten przyprawił go o dreszcze. Nie bał się jednak, bowiem wykonał zadanie- wszyscy uważali go za miłosiernego, współczującego człowieka, który jest czysty jak łza i dba o honor drużyny. Modlił się w duchu jeszcze przez chwilę, aby nikomu nie przyszło do głowy, aby pytać go o inne decyzje.
Zgrywał odważnego. A przecież wybór, jakiego dokonał jednoznacznie pokazywał strach przed Nim. Owszem, bał się. Bał się o życie swoje, swoich bliskich. A nie zanosiło się na to, aby ta sytuacja miała się pozytywnie rozwiązać. Znalazł się w ślepej uliczce, a  w jej zaułku czyhał Mario Innauer.
 
***
Króciutko, jak zawsze. Ale już nie długo do końca, wiecie?


 

niedziela, 22 grudnia 2013

8. But right now I wish you were here

 
And I remember all those crazy things you said
You left them running through my head
You're always there
You're everywhere
But right now I wish you were here

***

Tamta noc nie należała do spokojnych. Mia obudziła się z rwącym bólem głowy i niespokojnie bijącym sercem. Lękliwie otworzyła oczy i rozglądnęła się po swojej sypialni, jakby bojąc się, że ktoś w niej może być.
- Oszaleję kiedyś- westchnęła desperacko i chcąc się uspokoić, spróbowała się zaśmiać. Niestety wyszedł z tego przymuszony chichot, który nie wniósł ani krzty opanowania do jej umysłu. Engel nie należała do ludzi lękliwych. Zresztą, gdyby tak było, to z pewnością nie żyłaby dalej na tym świecie.  Ale wczorajsza „wiadomość” skutecznie wypędziła z niej resztki odwagi. Mimo to, nie zamierzała rezygnować z tego, co zaczęła.
Życie i kariera Thomasa nie mogły się zakończyć w tak beznadziejny sposób.
 
***
 
Wielkie nadzieje zbyt często kończą się równie wielkim zawodem, zwłaszcza wtedy, gdy się tego zupełnie nie spodziewamy. Thomas doskonale o tym wiedział, nauczony życiowym doświadczeniem- nie tylko sportowym. Ale postanowił wtedy spróbować, mimo, że jakiś nieznany głos w jego podświadomości kazał mu to wszystko  jak najszybciej skończyć. Podobnie, jak Mia.
Dlaczego nie posłuchał?  I dlaczego, do jasnej cholery, bawił się teraz w głupie sentymenty? Przecież, gdyby powiedział prawdę…Gdyby wyznał, że…
Nie. Obiecał jej, że tego nie zrobi. Dlatego nie poszedł wtedy na policję, dlatego teraz  uparcie, mimo próśb adwokata, odmawiał zeznań.
Potrząsnął szybko głową, jakby chcąc wyrzucić z niej napływające myśli. Zarówno te, które przynosiły miłe wspomnienia, jak i te, które brutalnie uświadamiały mu, że najprawdopodobniej to początek jego końca.
Wciąż jednak nie rozumiał, kto był na tyle zdesperowany i wystraszony, aby zabić Hoffera. Tak, wystraszony, bo Thomas był pewien, że to morderstwo jest mocno powiązane z tym, w co chciano go wrobić. Nie udało się im wtedy, więc znaleźli nowy sposób.
Nawet nie wiedział, jak blisko prawdy są jego domysły. Zwłaszcza te dotyczące mordercy. Ten rzeczywiście wystraszony i zdesperowany mężczyzna siedział właśnie już drugą godzinę w gabinecie austriackiego związku narciarskiego, ciągle wpatrując się w jeden punkt. Wtedy, gdy pozbawił życia Hoffera nie był do końca świadomy, jak może się to na nim odbić.
Jedynym plusem był fakt, że nie zostawili go wtedy samego i sprytnie wrobili w to wszystko Morgensterna. Teraz wystarczyło,  aby dalej grał maskę niewinnego i szczerze współczującego. Tylko to było coraz trudniejsze. Dokładnie za dwa dni miał rozpocząć się Turniej Czterech Skoczni, wszystkie twarze będą na niego zwrócone. Coraz bardziej więc obawiał się, że nie wytrzyma tego wszystkiego. Już nie wytrzymywał dociekliwych pytań dziennikarzy i tego, że był pod stałą kontrolą. Jeden maleńki, nieodpowiedni krok i będzie skończony.
Głęboko odetchnął po czym ściągnął czapkę ze znaczkiem sponsora i przeczesał palcami swoje ciemne włosy. Krótkie, aczkolwiek stanowcze pukanie do drzwi wyrwało go z letargu. Otworzył je automatycznym ruchem i cofnął się nieznacznie w tył, gdy zobaczył kto też go odwiedził.
Gość najwyraźniej nie odczuwał tego samego, bo pewnym krokiem wszedł do środka.
- Przestań się nad sobą użalać!- warknął, po czym bez pytania usiadł na jedynym fotelu w pomieszczeniu.
- Nie użalam się- popatrzył mu prosto w oczy- Ty zresztą nie powinieneś być taki pewny siebie. Jeśli wpadnę ja, pociągnę za sobą również ciebie- wychrypiał niemal lodowatym tonem. Chciał mu pokazać, że wcale się nie boi, ale dobrze wiedział, że przez swoje ostatnie poczynania i wybory doskonale temu zaprzeczył.
- Nikt nie kazał ci go zabijać! Po prostu wykorzystaliśmy fakt, że jesteś tchórzem do tego, aby wykończyć Morgensterna!- wybuchnął nagle tamten i począł chodzić nerwowo wokół drewnianego biurka.
- Dalej nie znaleźliście tej dziewczyny?
Zaległa niezręczna cisza, która była jednocześnie doskonałą odpowiedzią na to pytanie.
- Nie. Ale trzeba to zrobić jak najszybciej. Ona za dużo wie i jeśli znowu zacznie się bawić w sentymenty wobec Thomasa, to wszyscy na tym ucierpimy. Pamiętaj- chwycił go za podbródek i zmusił do patrzenia mu prosto w twarz – Jedziemy na tym samym wózku.
 
***


Louise zacisnęła mocno palce na krawędzi telefonu, aż zbielały jej paznokcie. Nie miała odwagi tego zrobić. A przecież wystarczyło nacisnąć zieloną słuchawkę, aby uratować Thomasa.
Wciągnęła powietrze do płuc oczekując, że to przyniesie jej trochę spokoju. Zamiast tego do jej nozdrzy dostał się korcący zapach cytrusowych perfum Morgensterna, który swoje źródło miał w bawełnianej koszulce, leżącej na jej kolanach.
Teraz dopiero odrobinę się opanowała. Wtuliła policzek w materiał i zamknęła powieki, próbując wyobrazić sobie, że nic się nie zmieniło. Niestety brutalna rzeczywistość za żadne skarby świata nie chciała okazać się jedynie senną marą. To wszystko działo się naprawdę i Louise musiała się z tym pogodzić. Musiała się też pogodzić z tym, że gdyby nie jej słaby charakter i pieprzona miłość to paradoksalnie wszystko skończyłoby się lepiej. Dlaczego nie postąpiła wtedy tak jak zawsze? Rozważnie, bez emocji, jak profesjonalistka, którą przecież była. Dlaczego dała się ponieść dziwnemu ciepłu, które napływało do jej serca?
Wzięła jeszcze jeden, kolejny głęboki oddech i nacisnęła przycisk. Kilka sygnałów i usłyszała jego głos przesycony triumfem.
- Wiedziałem, że długo nie wytrzymasz.
Skrzywiła się lekko i nerwowo wychrypiała:
- Robię to tylko i wyłącznie dla Thomasa. Macie go z tego wyplątać.

***
Krótko i trochę beznadziejnie, ale zważywszy na to, jakie zrobiły mi się tutaj zaległości to dobre i to. Myślę, że tym u góry wyjawiłam i podpowiedziałam bardzo dużo, co może trochę zrekompensuje wam czekanie i długość rozdziału :)
Chcę Wam wszystkim kochane życzyć spokojnych i udanych świąt, zresztą skoczkowie chyba już o to zadbali dzisiejszym i wczorajszym konkursem :)

[edit]
nie powiązujcie tego na dole z rozdziałem ;)
 
 


niedziela, 1 grudnia 2013

Ogłoszenie :)


Nie, nie. Nie zawieszam tego bloga, ani nic podobnego. Mam tutaj po prostu mały przestój, dlatego chętne czytelniczki zapraszam na trochę zwariowaną opowieść o pewnym diabełku, a właściwie diablicy na http://diabel-rogaty.blogspot.com/
Do zobaczenia na tamtym blogu :)

czwartek, 21 listopada 2013

7. Cause you loved her too much and you dive too deep

 
"But you only need the light when it's burning low
Only miss the sun when it starts to snow
Only know you love her when you let her go
Only know you've been high when you're feeling low..."
***
 
 
Nigdy nie spodziewała się, że to ona będzie stała po tej stronie krat. Od maleńkości miała tendencję do pakowania się w najrozmaitsze kłopoty. Wtedy to Thomas wyciągał ją ze wszystkiego, w co się akurat wplątała. Zawsze był najroważniejszy z ich paczki, zawsze to on był tym najabrdziej dojrzałym. Mario, Andreas, Thomas i Mia. Nie sposób byłoby policzyć wspólnych imprez, które kończyły się potwornym bólem głowy następnego dnia.
Adwokat- Jospeh Hinsman okazał się nad wyraz obowiązkowy. Wprawdzie jego zachowanie świadczyło, że nie pamięta, albo nie chce pamiętać, ich wspólnej nocy, ale Mia próbowała sobie wmówić, że nie to jest teraz ważne. Najważniejsze, że zgodził się pomóc Thomasowi. Wciągnęła parę razy głęboko powietrze, ale to tylko pogorszyło sprawę, bo poczuła jakże kuszący zapach męskich perfum. Zapach, który  przecież tak niedawno wdychała wprost z rozgrzanej skóry Josepha.
Pewnie dlatego nie mogła powstrzymać niemiłego kłucia w sercu, które zdawało się boleć jeszcze bardziej, gdy patrzyła na prawnika. Ten siedział właśnie przy małym drewnianym stoliku i wydawał się bardzo spokojny. Engel natomiast dla odmiany nie potrafiła opanować stukania z nerwów nogami o szarobure, więzienne kafelki.
- Spokojnie- szepnął Hinsman, wyraźnie chcąc dodać jej otuchy- Przecież żaden wyrok jeszcze nie zapadł.
Puste słowa, które wcale jej nie uspokoiły, a jedynie wzbudziły jeszcze więcej wątpliwości i nerwów.
- Myśli pan, że jest jeszcze dla niego szansa?- nawet nie zorientowała się, że mówi per pan do faceta, z którym zaledwie kilka dni temu wypróbowywała najróżniejsze pozycje seksualne. On uśmiechnął się delikatnie, przez co wokół oczu utworzyły mu się drobne zmarszki, które jak zauważyła Mia, tylko dodawały mu uroku.
- Zawsze jest szansa- odparł, delikatnie gładząc jej dłoń. Odsunęła ją szybko i sama nie wiedziała czy to przez zaskoczenie, czy zwykłą złość. Chciała powiedzieć kilka zdecydowanie niemiłych słów, ale właśnie w tym momencie drzwi w sali do widzeń otwarły się i dwoje policiantów wprowdziło Thomasa, zakutego w kajdanki.
Gdy go zobaczyła, nie mogła oprzeć się wrażeniu, że wygląda jeszcze gorzej, niż ostatnio. Co było najbardziej przerażające? Jego oczy.  Zabłąkane, rozbiegane i przekrwione. Siłą woli powstrzymała się przed rzuceniem się przyjacielowi w ramiona.
- Musi mi pan powiedzieć o wszystkim, co może mieć związek z tą sprawą, a przede wszystkim z pańskim obecnym położeniem- zaczął adwokat, gdy usiedli, obserwowani czujnym wzrokiem strażnika.
- Wszystko?
Tamten kiwnął twierdząco głową, ale skoczek uparcie milczał.
- Mia…- spojrzał na nią lękliwie- Czy możesz wyjść?- wydusił z siebie wreszcie, zaraz potem spuszczając wzrok na ziemię. Poczuła, że cała drętwieje na te słowa. Odsunęła głośno krzesło, wstając z niego gwałtownie.
- Przesadzasz, Thomas- syknęła w jego stronę, po czym szybkim krokiem udała się w stronę wyjścia, klnąc pod nosem zupełnie nie jak panienka z dobrego domu.
***
- Thomas…- nawet na nią nie spojrzał. Stanął za to kilka metrów od niej z założonymi rękoma. Zaciśnięte w wąską kreskę usta nie wróżyły niczego dobrego, podobnie jak cisza, która zdawała się rozsadzać jej głowę.
- Thomas, powiedz coś- szepnęła ponownie, głęboko oddychając, aby się nie rozpłakać. Wiedziała, że nie będzie szczęśliwy, była przygotowana na krzyk, pretensje, może nawet wyzwiska. Ale to ją przerosło. Morgenstern stał sztywno, nie wypowiedział ani słowa, jakby brzydził się z nią rozmawiać.
- Dlaczego tego nie zrobiłaś?- spojrzał na nią przelotnie, by po chwili cedząc słowa, powiedzieć:
- Z litości?
Tak naprawdę, to nie chciał usłyszeć odpowiedzi. Chciał dalej żyć w przekonaniu, że to szczęśliwy los, tak jak w bajce, postawił u jego stóp Louise, że to, o czym się teraz dowiedział jest tylko koszmarnym snem, a on zaraz się z niego obudzi. Dla pewności więc, przetarł parę razy oczy, naiwnie łudząc się na cud. A jednak to była rzeczywistość.
- Thom…- wzdrygnął się, gdy to usłyszał. Tylko ona  zdrabniała w ten sposób jego imię, a przecież właściwie nie miała już do tego prawa.
-  Nie mów tak do mnie- warknął, próbując udać obojętność. Bo w środku siebie czuł huragan. W dosłownym tego słowa znaczeniu. Huragan uczuć. Z jednej strony kochał Braunn jak szalony. Tylko z drugiej… Ach, tak. Okazała się podstawionym elementem, który miał zniszczyć mu karierę.
- Kocham cię. Dlatego tego nie zrobiłam- delikatnie dotknęła jego pleców, zataczając dłonią okręgi. Tym razem się nie odsunął. Odwrócił się w jej stronę i ze stanowczością wpił się w jej wargi, jakby chciał zapomnieć o tym, czego przed chwilą się dowiedział. – Musisz porozmawiać z Hofferem, słyszysz?
Kiwnął niezbyt przekonująco głową.
- Thom, to nie rozejdzie się ot, tak po kościach. Mario jest zbyt zdeterminowany, żeby cię zniszczyć.
- Wiem- mruknął, ale nie miał najmniejszej ochoty na rozdmuchiwanie tej sprawy.
Chciał zapomnieć. Czy to było tak trudno zrozumieć?
A jednak świadomość, że Louise została podstawiona po to, aby wsypać mu środek dopingujący dołowała go niemiłosiernie. Skoki były dla niego całym życiem i myśl, że mógł je utracić przez oskarżenie o oszustwo, którego się nie dopuścił, sprawiła, że kompletnie nie potrafił poradzić sobie ze samym sobą.
A przecież nie był nawet w połowie świadomy tego, co miało go jeszcze spotkać. I pomyśleć, że to wszystko wyniknęło z miłości Louise.
***
 
Znowu chciał coś przed nią ukryć. A ona nie potrafiła bezczynnie przyglądać się temu, jak się stacza, czekać  na wyrok. Chciała mu pomóc. Czy to było tak trudno zrozumieć? Czy ten idiota choć raz nie mógł pomyśleć o sobie, zamiast bawić się w miłosiernego Samarytanina?
Chwilę potem odjechała z policyjnego parkingu, nie przejmując się ograniczeniami prędkości, które napotykała na drodze.
Mocnym krokiem wchodziła po schodach na pierwsze piętro, gdzie znajdowało się jej mieszkanie. Przystanęła zaskoczona, gdy przez szybkę w drzwiach zobaczyła, że w środku pali się światło. Delikatnie krocząc i wstrzymując oddech, weszła do mieszkania. Nie usłyszała niczego poza miarowym tykaniem zegara, więc powoli weszła do kuchni.
Poczuła niesamowitą ulgę.
- Tak to jest, gdy ma się sklerozę i zapomina się wyłączyć lampkę- mruknęła sama do siebie, sięgając po dzbanek ze sokiem. Zdrętwiała nagle, a naczynie roztrzaskało się z hukiem o ziemię.
 
„PRZESTAŃ DOCIEKAĆ, DOBRZE CI RADZĘ”
 
Jedno, króciutkie zdanie zapisane na małej, niepozornej kremowej karteczce. A sprawiło, że pierwszy raz od dawna poczuła strach. Taki, który rozlewał się po jej całym ciele, który sprawił, że kompletnie straciła poczucie bezpieczeństwa. I nie wiedziała, co zrobić, aby je odzyskać.
***
Weny jak nie było, tak nie ma. Może ktoś znalazł? Jeżeli tak, to moja.
Już nie mogę się doczekać waszych pomysłów i dociekań, które z każdym rozdziałem stają coraz bardziej trafne :)
Pozdrawiam :)
PS: Też odliczacie dni do soboty? Bo ja ze emocji nie mogę się na niczym skupić...

PS2: Miałam wystartować z historyjką o panu Kocie, ale jak na razie to nie na moje siły. Powstało więc coś przekornego, innego- fanki Finów i Norwegów powinny być zadowolone ;) szablon jeszcze nie gotowy, ale może wart zapoznać się z bohaterami - http://diabel-rogaty.blogspot.com/
 

czwartek, 14 listopada 2013

6. I have loved you all along



"On my knees, I’ll ask
Last chance for one last dance
‘Cause with you, I’d withstand
All of hell to hold your hand
I’d give it all
I’d give for us
Give anything but I won’t give up"
 
***
 
- Po co wróciłeś?
Spojrzał na nią przenikliwym wzrokiem, od którego przeszły ją nieprzyjemne dreszcze. Nie mogła pojąć, jak mógł tak bardzo się zmienić, jak mógł stać się takim bezdusznym dupkiem. W pełnym tego słowa znaczeniu. Gdzie podział się ten Mario, dla którego wyjechała z Austrii, dla którego zostawiła wszystko i narażała swoje życie?
Miała ochotę zatrzasnąć mu drzwi przed nosem. Coś jednak sprawiło, że wpuściła go do mieszkania. Obawiała się, że może tego gorzko pożałować. Zresztą już żałowała, że w ogóle go poznała, że wtedy dała się namówić na wyjazd. Wówczas wydawał się on bramą do raju.
Czasem los szybko pozbawia nas złudzeń.
- Tylko tyle masz mi do powiedzenia? Nawet się ze mną nie przywitasz?- przejechał jakby od niechcenia dłonią po jej rozgrzanym od emocji policzku, powodując, że odsunęła się od niego z obrzydzeniem. Jego dotyk przyprawiał ją o mdłości, najchętniej wyrzuciłaby go ze swoich wspomnień, życia. Wyrzuciłaby wszystko, co sprawiało, że dalej o nim pamiętała.
- Ty chyba kpisz. Po tym wszystkim oczekujesz, że rzucę ci się w ramiona i zapewnię o swojej tęsknocie?- spojrzała w jego wyraźnie zdziwione oczy, po czym odwracając twarz w drugą stronę dodała: - Jesteś większym idiotą, niż myślałam.
Westchnął cicho, jakby ta obelga nie zrobiła na nim żadnego wrażenie. Przecież nigdy nie liczył się z jej zdaniem, uważał ją za swoją własność, wymagał od niej całkowitego oddania. A w zamian? Mia po pewnym czasie uświadomiła sobie, że w zamian nie dostała nic, prócz seksu, który trzeba przyznać- był udany.
- Pomógłbym ci wtedy. Chciałem cię stamtąd wyciągnąć- wychrypiał szybko, jakby bojąc się, że mu przerwie.
Zachichotała szyderczo. Zakręciło się jej w głowie od jego widoku, od wspomnień, które zalewały ją teraz nieustającą falą.
- Za 10, 15, czy może za 20 lat? Nigdy nie doczekałabym się twojej pomocy, sam dobrze wiesz. Miałeś ważniejsze sprawy, niż twoja własna narzeczona w więzieniu. Gdyby nie Tho...
- Zamknij się! - warknął nagle, wyraźnie rozzłoszczony i chwycił ją mocno za nadgarstki- Po cholerę wtrącał się w nie swoje sprawy? Nie skończyło się to dla niego dobrze- dodał, pogardliwie się uśmiechając.
Gdy w końcu ją puścił, Mia ze zwinnością wygięła mu prawą rękę, przyciskając ją z całej siły do pleców. Niektóre umiejętności z przeszłości bywały przydatne, zwłaszcza w takich sytuacjach. Bo teraz pałała wobec Mario chęcią krwawego mordu. Może to chore, ale chciała, żeby umarł. Najlepiej w męczarniach. Za to wszystko, co zrobił. Za to, że przez niego 3 lata temu Thomas o mało nie zginał, po tym jak nasłał na niego swoich współpracowników.
- Puszczaj- wysapał ciężko, z trudem łapiąc powietrze. Po twarzy spływały mu pojedyncze krople potu. Wiedziała, że ból, który teraz odczuwa jest nie do zniesienia, że za chwilę kończyna mu zdrętwieje, powodując jeszcze większe cierpienie. Mimo tego, nie poluźniła uścisku.
- Jeśli masz coś wspólnego z tym, co teraz się dzieje, jeśli znowu próbujesz zniszczyć życie Thomasowi, to zabiję cię, rozumiesz?- ścisnęła mocniej ramię mężczyzny, a ten szybko pokiwał twierdząco głową. - Nawet, jeśli miałabym spędzić resztę życia za kratkami. Zabiję, cię jak nic niewartego szczura.
Popchnęła go z całej siły na ścianę, a potem szeroko otworzyła drzwi. Wybiegł, nawet się nie oglądając.
- Niczego nie muszę próbować. I tak już jest skończony!- krzyknął jeszcze, zanim wyraźnie z siebie zadowolony zszedł po schodach.
***

Kilka miesięcy wcześniej...
- Rezygnuję.
Wstał słysząc jej słowa. Zdziwiły go, bo mrugnął parę razy powiekami, po czym podszedł do niej i chwytając ją za lewy bark wysyczał:
- Nie tak się umawialiśmy, pamiętasz?
Odepchnęła jego dłoń i ignorując jego nienawistne spojrzenie, usiadła na krześle, krzyżując nogi.
- To wszystko jest chore, ten plan jest chory- wyszeptała . Zerknęła ukradkiem, czy nikt obok niej nie stoi i dodała: - Ty jesteś chory. Co on ci takiego zrobił?
Uderzył pięścią w stół, podszedł do niej i krzyknął:
- To nie twoja sprawa! Miałaś tylko wsypać mu modafinil ! Czy to tak wiele? Czy to cię przerasta?!
Wyjął z szafki dużą kopertę i otwarł ją z zamachem.
- Chcesz więcej pieniędzy? Masz!
Pokiwała przecząco głową.
- Ciesz się, że nikomu o tym nie powiedziałam.
Wybiegła z wielkiego domu z bijącym sercem. Bała się, że dowie się całej prawdy. Przecież wyznała wszystko Thomasowi, przyznała się do tego, co chciała zrobić.
I... pokochała go.
Tylko czuła, że to wszystko nie mogło się dobrze skończyć. I miała rację. Za dużo osób było wmieszane w tę sprawę, która w połączeniu z innymi niespodziewanymi wydarzeniami stała się wyrokiem.
***
- Dziewczyna zaczęła węszyć- stwierdził poważnym tonem - Nie podoba mi się to.
- Mia? Boisz się chuderlawej dziewczynki?
- Nie rozumiesz. Ona wcale nie jest taka głupia, za jaką ją uważaliśmy. Po za tym, o ile się nie mylę odwiedziła cię z Koflerem? I chyba nie była to zbyt miła wizyta- wydął wargi, przeczesując dłonią włosy.
Przytaknął szybko głową.
- Więc co robimy?
- To, co zaczęliśmy. A tej małej damy ostrzeżenie. Jeśli go nie posłucha, to dołączy do pana Hoffera. Tylko w mniej humanitarny sposób.
Poczuł, że robi się mu niedobrze. Nie chciał kolejnej śmierci. Zwłaszcza dla niej. Ale wszystko, co postanowił tamten nie podlegało dyskusji. Miał wobec niego dług wdzięczności. Tylko ostatnio coraz mniej podobała mu się forma jego spłaty.
W pewien sposób rozumiał konieczność śmierci Hoffera. Dowiedział się o wszystkim i mógł stać się niebezpieczny. Cieszył się tylko, że to nie on musiał go zabić. Właściwie problem rozwiązał za nich ktoś inny, ktoś, kogo odwaga nie była najmocniejszą stroną.
Ale Mii było mu po prostu szkoda. W duchu modlił się, żeby odpuściła to całe śledztwo. Thomasowi i tak już nic nie mogło pomóc. Najwyższy czas, aby się z tym pogodzić.
***

Okropny ten rozdział. Więcej w nim dialogów, niż czegoś składnego.
Tym razem chyba dużo się dowiedziałyście ;) Ale zmartwię Was: to jeszcze nie wszystko.